Prokop zapytał Arlak o zmianę nazwiska. Zrobiło się niezręcznie
Violetta Arlak w "Dzień dobry TVN" opowiedziała, za co ceni swoją pracę. Marcin Prokop niespodziewanie zapytał ją o kwestię, o której słyszał jedynie pogłoski. Gwiazda "Rancza" zmierzyła się z pytaniem o zmianę nazwiska. Przez chwilę w studiu zapadła niezręczna cisza. Jak wybrnęła?
Violetta Arlak według doniesień mediów na początku studiów aktorskich zdecydowała się na zmianę nazwiska, które wcześniej brzmiało Zmarlak. O to, czy rzeczywiście tak było, zapytał ją Marcin Prokop. Udało mu się uzyskać potwierdzenie.
Zapytam o jedną rzecz, która mnie intryguje, bo nie wiem, czy jest prawdą. Natrafiłem na taką informację, ale nie potrafiłem tego zweryfikować. Czy to prawda, że zmieniła pani nazwisko na początku kariery? — dociekał w "Dzień dobry TVN".
Gwiazda "Rancza" przez chwilę milczała, ale przyznała rację prowadzącemu. Niezręczną ciszę w studiu próbowała przerwać Dorota Wellman, jednak Violetta Arlak po chwili postanowiła doprecyzować.
Hit Ani Mru-Mru. Musicie to dzisiaj zobaczyć
Tak. No, tak. [...] Nie ma tutaj żadnej tajemnicy. To nie jest nic nadzwyczajnego. Po prostu skróciłam swoje nazwisko. I tyle — ucięła.
Gospodyni programu przejęła od Marcina Prokopa inicjatywę i przyznała, że nazwisko aktorki "brzmi świetnie". Czym prędzej przeszła do kolejnego tematu, by atmosfera się oczyściła. Dopytała 57-latkę o epizod z dzieciństwa, gdy uczyła się w szkole baletowej.
Balet nie pasował do mnie. Bardzo cisnęli na to, żebym została baletnicą, ale dzięki mamie nie zostałam, bo nie było jej stać na to, żeby mnie wozić na zajęcia do Krakowa i powiedziała: "żadnych szkół baletowych nie będzie" — wspominała.
Arlak lubi swoją pracę. "Daje mi to pieniądze i dużo radości"
Violetta Arlak wybrała inną drogę, a dzięki długoletniej pracy przed kamerą i w teatrze aktualnie jest uznawana za jedną z najpopularniejszych aktorek komediowych. Nie ukrywała, że taki rozwój kariery bardzo ją cieszy, choć ten zawód według niej "jest niedoceniany". Za co zatem lubi swoją pracę?
Daje mi to, po pierwsze, pieniądze, a - po drugie — bardzo dużo radości. W tych czasach, gdybym miała codziennie wieczorem przeżywać to, co niektóre koleżanki aktorki po rolach dramatycznych... Czasami bardzo długo dochodzisz do siebie po takich rolach, bo, przepraszam, że to powiem, ostatnio mi koleżanka mówi: "Jezu, jutro znowu mnie gwałcą wieczorem" — opowiadała.