Rogalska była przy grobie Kołaczkowskiej. "Tam zawsze ktoś jest"
Joanna Kołaczkowska zmarła 11 miesięcy temu. Gwiazda kabaretu Hrabi była przyjaciółką Marzeny Rogalskiej. Prezenterka regularnie odwiedza jej grób. W rozmowie z Kozaczkiem zdradziła, na co tam napotyka. "To jest coś tak obłędnego" - relacjonowała.
Joanna Kołaczkowska zmarła 17 lipca ubiegłego roku. Przyczyną śmierci był glejak. Pogrzeb 59-latki odbył się 11 dni później w Warszawie. Na pożegnalnej uroczystości o charakterze świeckim stawiło się wiele gwiazd. Jedną z nich była Marzena Rogalska. Od tej pory regularnie wraca na grób przyjaciółki. Co tam zastaje?
Ja jak jestem u Asi w odwiedzinach na Powązkach, to zawsze jest: "Dzień dobry pani Marzeno". Tam zawsze ktoś jest, tam zawsze są jakieś prezenciki, jakieś listy, tam zawsze się pali. To jest coś tak obłędnego - oznajmiła w Kozaczku.
Marzena Rogalska nie ukrywała, że oprócz wzruszeń pojawia się podziw. Jest miło zaskoczona, jak wiele ludzi wciąż pamięta o Joannie Kołaczkowskiej. Dodała, że wspomnienia o niej są silne i żywe nie tylko w jej sercu.
Asia jest niepożegnalna. [...] Ja nie umiem sobie jeszcze z tym poradzić. Bardzo jej brakuje, bardzo niewyobrażalne to jest, nawet ciary mam jak to mówię - stwierdziła.
Gospodyni "Pytania na śniadanie" 11 miesięcy po śmierci przyjaciółki wciąż odczuwa tę stratę. Po wspominaniu jej dokonań doszła do wniosku, że kariera Joanny Kołaczkowskiej dopiero "miała wystrzelić".
Ciężko mi się o tym mówi, bo gdzieś mi to zaburza jakieś poczucie sensu. Asia była tak niezwykłą osobą nie tylko jako artystka (…). Każdego wznosiła, pomagała, wspierała młodych twórców. Sama była w tak twórczym gazie, ona miała dopiero wystrzelić, mam poczucie. Ona była w najlepszym okresie swojego twórczego życia - podsumowała w Kozaczku.
Kabaret hrAbi występuje bez Kołaczkowskiej
Gwiazda kabaretu Hrabi została pochowana w Alei Zasłużonych. Formacja podczas choroby Joanny Kołaczkowskiej zawiesiła działalność. Kilka miesięcy po śmierci artystki jej koledzy podjęli decyzję o kontynuowaniu występów. Nie było to łatwe.
Występowałem z Aśką prawie 40 lat, a do tego dochodzą więzy rodzinne. Teraz jej brak to są takie dziury nie do zasypania - w PAP Life przyznał Dariusz Kamys.