Rok temu została wdową. Ceniona fotografka o nieudanych randkach. "Bo ja naprawdę nie chcę dużo"
Anna Hernik to uzdolniona fotografka, która w ubiegłym roku straciła męża, scenografa i rekwizytora, Jana Hernika. Zmarł on w styczniu 2025 roku w wieku zaledwie 44 lat na guz mózgu - glejaka, po trzech latach walki z chorobą.
Jan Hernik o śmiertelnej chorobie, złośliwym nowotworze IV stopnia dowiedział się po wypadku samochodowym, podczas którego scenograf stracił przytomność, prowadząc pojazd. Potem razem z żoną relacjonował leczenie guza mózgu. Niestety wiedział, że przegrywa walkę z chorobą. - Odleciał dziś o 5.40, na swoich warunkach. Tak, jak sobie zaplanował, otulony miłością - napisała w styczniu 2025 roku Anna Hernik.
Rekwizytor znany z takich produkcji jak "Gang zielonej rękawiczki", "Teściowie", "Listy do M.", "Wojenne dziewczyny" i "Przepis na życie", został pochowany w kolumbarium na Powązkach Wojskowych w Warszawie.
Wdowa po filmowcu nie chce zostać sama i korzysta z popularnej aplikacji randkowej.
Gdy byłam żoną, wydawało mi się, że romansowanie to coś prostego i lekkiego. Z wypiekami na twarzy słuchałam o podbojach koleżanek. Bo wiadomo — w małżeństwie stabilnie, przewidywalnie, trochę nudno. Potem wyparłam swoją seksualność i kobiecość. I, paradoksalnie, to był moment, kiedy emocjonalnie byłam chyba najsilniejsza. Bo losie. Randkowanie na apkach — robiąc uczciwy rachunek sumienia — to jest jakiś niekończący się odcinek choroby dwubiegunowej. Tylko że fazy manii i depresji występują co kilka godzin - zaczęła swój wpis na Instagramie.
Niestety nie znalazła do tej pory nikogo interesującego.
Spotkania w 90% są rozczarowujące. Te lepsze kończą się na dwóch randkach, bo przecież "jest tyle opcji do sprawdzenia". Nieskończony katalog ludzi. A potem nagle — wszyscy zaczynają się zlewać. Twarze, historie, styl pisania. Już nawet nie pamiętasz, kto co mówił. I w którymś momencie łapiesz się na tym, że sama robisz dokładnie to, co Cię w tym świecie przeraża. Uprzedmiotawiasz. Oceniasz. Odkładasz ludzi jak rzeczy z półki. Robią to oni. Robię to ja. I to jest chyba najtrudniejsze do przyjęcia - pisała dalej.
Potem przedstawiła swoje wymagania wobec partnera.
Bo ja naprawdę nie chcę dużo. Dwa smsy dziennie. Albo telefon. Czułość. Szacunek. Szczerość. I mam wrażenie, że to jest dziś oczekiwanie z innej epoki. Może żaden młodszy facet nie jest w stanie mi tego dać. Może ja nie jestem w stanie tego nie chcieć. Po miesiącu na Tinderze sama sobie mówię: odpuść. Ale prawda jest taka, że… codziennie, trochę naiwnie, trochę głupio — jeszcze sprawdzam. Bo może jednak - zakończyła Anna Hernik.