45 lat temu zagrał Robusia w "Misiu". Tak dziś wygląda
"Miś" dla wielu Polaków to jedna z najbardziej kultowych komedii okresu PRL. Film Stanisława Barei ma już 45 lat, ale ciągle jest chętnie oglądany i niezmiennie bawi widzów. Jedną z ról epizodycznych zagrał tam kilkuletni Jacek Wroński. Wcielił się w kultowego Robusia.
Robuś był synem Zofii (Wiesława Gutowska-Siemianowska) i Stanisława Palucha, granego przez Stanisława Tyma. Zostaje on przedstawiony Janowi Hochwanderowi (Krzysztof Kowalewski), kierownikowi produkcji filmu "Ostatnia paróweczka hrabiego Barry Kenta", gdy w gazecie szukany jest sobowtór Ryszarda Ochódzkiego (Stanisław Tym). Produkcja "Misia" musiała wówczas wykupić prawdziwe ogłoszenie w "Życiu Warszawy" i zamieścić autentyczny anons. Wiązało się to z obniżeniem kosztów produkcji.
To wówczas właśnie padają kultowe słowa, które przeszły do historii polskiej popkultury: "Panie reżyserze kochany! Ja to pana widziałam we wszystkich filmach i polskich, i zagranicznych, i amerykańskich". Sam dziecięcy aktor w "Misiu" wypowiada jedno słowo: "Tatuś".
Robuś z "Misia"
Jak zdradził Jacek Wroński scena z jego udziałem musiała być powtarzana aż sześć razy.
Były powtórki, bo ja byłem bardzo rozbawionym dzieckiem. Sytuacja była taka, że moja filmowa mama przeskakiwała przez łańcuch i prawie by się przewróciła, bo zahaczyła nogą. A jak później usłyszałem jej kwestię, to byłem tak już rozbawiony, że nie mogliśmy tego nakręcić. Tam widać, że jestem uśmiechnięty i radosny. Natomiast reżyser powiedział: "No dobrze, to już wystarczy tych dubli". I zostało tak jak widać - wyznał w rozmowie z Polskim Radiem RDC.
Rolę w komedii Stanisława Barei dostał dzięki babci.
Do "Misia" trafiłem z castingu, który załatwiła mi moja babcia, która miała po prostu znajomych w telewizji i dowiedziała się, że jest casting. Poszedłem na casting i go wygrałem – wspominał 52-latek w audycji RDC "Polak potrafi".
Po zagraniu w filmie nie miał łatwo w szkole. Dostał bowiem nieprzyjemną ksywę.
Oczywiście przypięli mi łatkę "tatuś" lub "powiedz, kto to jest". Więc życia nie miałem w szkole, ponieważ koledzy, koleżanki codziennie mówili do mnie w ten sposób - dodał Wroński.