Córka Osieckiej pokazała puste półki w sklepie na Węgrzech. Dostała odpowiedź

Agata Passent od kilku dni przebywa na wakacjach nad Balatonem na Węgrzech. Córka Agnieszki Osieckiej i Daniela Passenta postanowiła zrobić tam zakupy. Zamiast bogatego asortymentu spotkała jednak puste półki w sklepie. Zapytała swoich obserwujących, dlaczego tak się dzieje.

Agata Passent pokazała puste półki na WęgrzechAgata Passent pokazała puste półki na Węgrzech
Źródło zdjęć: © AKPA, Instagram
Maciej Gąsiorowski

Parę dni nad Balatonem, Węgry. Dlaczego sklepy spożywcze i markety mają mnóstwo pustego miejsca? Czy decyduje biedny portfel klienta czy to jakieś poważne kłopoty logistyczne? Nie ma towaru, bo jest za drogi dla Węgrów czy nie ma towaru, bo nie dowożą? Wie ktoś - zapytała Agata Passent w mediach społecznościowych.

Na zdjęciu widać półkę z makaronami i ryżami, która jest zapełniona w mniej niż połowie. Inna z kolei jest kompletnie pusta. Zostawiono na niej jedynie zawieszoną kartkę. Za opakowanie makaronu kosztujące 499 forintów w przeliczeniu na złotówki trzeba zapłacić ok. 6 złotych.

Córka Agnieszki Osieckiej szybko dostała wyczerpującą odpowiedź, co do sytuacji handlowej na Węgrzech. Po utracie władzy przez Viktora Orbana, sytuacja związana z inflacją i drożyzną dalej jest niepokojąca.

To, że "półki świecą pustkami", to trochę skrót myślowy i w praktyce rzadko oznacza realny brak towaru w całym kraju. Na Węgrzech nie ma dziś sytuacji typu głód czy totalne braki jak w państwach w kryzysie. Ale są momenty i miejsca, gdzie sklep wygląda "pusto" i ma to kilka konkretnych przyczyn. Najważniejsza rzecz to polityka cenowa państwa. Węgry od lat próbowały walczyć z inflacją przez ograniczenia cen albo marż na podstawowe produkty. To brzmi dobrze, ale w praktyce często kończy się tak, że sklepy ograniczają zamówienia tych towarów, bo przestają im się opłacać. Jeśli nie możesz zarobić na danym produkcie, to bierzesz go mniej albo wcale. Efekt na półce jest widoczny od razu: mniej wyboru, czasem braki w konkretnych markach - czytamy w odpowiedzi Jacka Krawczyka, twórcy internetowego.

Słaby forint

Druga sprawa to inflacja, która na Węgrzech była jedną z najwyższych w UE w ostatnich latach. Ceny energii, transportu i żywności mocno uderzyły w handel i produkcję. Nawet jeśli inflacja już trochę spadła, to koszty nie wróciły do poprzedniego poziomu. Sieci handlowe dalej działają w trybie ostrożnym: mniej zapasów, krótsze serie dostaw, mniejsze ryzyko "zamrożenia" pieniędzy w magazynie. Do tego dochodzą problemy walutowe. Forint bywał mocno niestabilny, co podnosi koszt importu. W kraju, który sporo żywności i surowców importuje, to od razu odbija się na dostępności i cenach - informuje dalej znajomy Passent na Facebooku.

Element logistyczny

Jest jeszcze trzeci element bardziej "logistyczny". Handel w takich warunkach przechodzi na model just-in-time, czyli dostawy dokładnie tyle, ile trzeba. To zmniejsza magazyny, ale sprawia, że jak jest zakłócenie w dostawach albo nagły wzrost popytu, to półka potrafi wyglądać pusto, mimo że towar gdzieś w systemie istnieje - zakończył Krawczyk.

Wybrane dla Ciebie