Gienek z Plutycz rok temu hucznie świętował okrągłe urodziny. Od tej pory rzadziej pojawia się w "Rolnicy. Podlasie" oraz w nagraniach na YouTube. Obecnie korzysta z lata i wygrzewa się na ławce przed domem. To stało się okazją do wspomnień z pracy w polu.
Całe życie końmi orałem. Przeważnie dwoma, a pług był jednoskibowy. Hektar dziennie orałem. Umiem też ręcznie siać. [...] Na obiad w pole się brało 2-3 jajka gotowane, pół kilo słoniny, cztery kromki chleba, zsiadłe mleko. Siadało się w "chłodku" i godzinkę się odpoczywało. Konie musiały też godzinkę pochodzić po trawie. Kiedyś to i kobiety pracowały w polu. Dziś nie są potrzebne - opowiadał.
Gienek z Plutycz dodał, że rolnicy spotykali się w kilku, by sobie wzajemnie pomagać. Wspominał, że wiele lat temu w każdym gospodarstwie były krowy. Po ciężkiej pracy w polu trzeba było zająć się również tymi zwierzętami.
Samemu to było ciężko. Umawialiśmy się na koszenie zboża. Jak się wszystko wykosiło, to się wszyscy zbierali i dożynki się robiło. A jak dożynki to wiadomo, bez flaszki się nie obyło - relacjonował.
"Rolnicy. Podlasie". Gienek z Plutycz: "Kiedyś jeden drugiemu pomógł"
Ojciec Andrzeja Onopiuka ubolewał, że zmieniły się relacje pomiędzy mieszkańcami wsi. Nie są już tak bliskie i częste, jak kiedyś. Z jego obserwacji wynika, że czasem ludzie są do siebie wrogo nastawieni.
Kiedyś jeden drugiemu pomógł, a dziś jeden na drugiego patrzeć nie może. Jakby mógł, to by w łyżce wody utopił. Przeżyłem tyle, ile przeżyłem. I wojsko odbyłem, jak człowiek - podsumował na YouTube.
Gienek z Plutycz z "Rolnicy. Podlasie" samotnie wychowywał dzieci po tym, jak jego żona odeszła. Doczekał się czwórki pociech: Andrzeja, Jarka, Pauliny oraz drugiej córki, która zmarła w młodym wieku. Choć 71-latek przez lata ciężko pracował, nie może liczyć na wysoką emeryturę.