Nie żyje Lucyna Barcz. Była legendą TVP
Byłe koleżanki z redakcji "Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego", Miłka Skalska i Małgorzata Piekarska, podzieliły się informacją o śmierci Lucyny Barcz, wieloletnia redaktorka TVP. Miała 94 lata.
Odeszła nasza Panna Lucy, strażniczka polszczyzny, legenda Telewizji Polskiej - wspomniała Miłka Skalska. - Gdy po wydaniu programu widziałam nieodebrany telefon od Lucynki, oddzwaniałam z duszą na ramieniu, czasem były słowa ostre, a czasem słyszałam "Wyglądałaś dziś nobliwe, jak Edytka Wojtczak, bardzo ładnie, tak trzymaj". Kochana Lucynko, Twoje długie życie nie było usłane różami, dużo przeszłaś, a mimo to dużo dałaś świtu! Dużo siebie poświęciłaś dla innych, i oddałaś serce Twoje wielkiej miłości – Telewizji Polskiej. I już za życia stałaś się jej wielką legendą - dodała prezenterka "Teleexpressu".
Lucyna Barcz współpracę zaczęła w "Sztandarze Młodych", a później przeszła do Telewizji Polskiej, gdzie na początku, w 1956 roku, pracowała w dziale łączności z widzami. Od 1958 roku zatrudniona była w redakcji "Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego", gdzie była istną szarą eminencją, poprawiała teksty lektorów i prezenterów, dbając o poprawność językową. Była bezlitosna w swej krytyce, a jej uwagi były traktowane jako cenna pomoc. Na emeryturę odeszła w 2009 roku.
Mimo surowości, Lucyna była ceniona za serdeczność i profesjonalizm. Samodzielnie analizowała programy, notowała błędy, a potem zwracała uwagę redakcji. Jej krytyka była konstruktywna, a pochwały zawsze szczere.
Swoje zdanie o zmarłej wyraziła także córka redaktora Macieja Piekarskiego. - Od kiedy sięgam pamięcią zawsze była. Lucyna Barcz: przyjaciółka mojego ojca, podpora Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego. W redakcji, w której spędziłam 21 lat, a w której wcześniej pracował mój ojciec, poprawiała nasze błędy językowe, ale też dykcję, prawidłową wymowę itd. (...). Wiele osób się jej bało, bo była bezwzględna w ocenie pracy zawodowej i prosto w oczy mówiła co kto zrobił źle. Ale wprowadzała do redakcji rodzinną atmosferę, przynosiła do newsroomu wafle albo paluszki. Interesowała się naszymi dziećmi, jak sobie radzą w szkole i w życiu. Sama miała dwóch synów, których przeżyła, co było dla niej bardzo mocnym ciosem. Z moim ojcem była bardzo zaprzyjaźniona, wręcz koleżeńsko zżyta. W trudnych momentach przemian ustrojowych i przy galopującej inflacji lat 90., nawzajem pożyczali sobie pieniądze, żyrowali pożyczki w bankach itd. Zawsze dbali o siebie nawzajem. (...) Do zobaczenia w niebiańskiej redakcji! - napisała na Facebooku Małgorzata Karolina Piekarska, żona aktora Zacharjasza Muszyńskiego.