Przemysław Bluszcz z młodszą partnerką. Niedawno rozstał się ze znaną żoną
- Małżeństwa nie udało się uratować, ale zacząłem naprawiać siebie. Zrozumiałem, że przez większą część życia walczę z poczuciem odrzucenia, które miota się we mnie jak dzikie zwierzę - mówił aktor w "Twoim Stylu" o rozstaniu z żoną, reżyser Anną Wieczur. Od jakiegoś czasu Przemysław Bluszcz ma nową partnerkę. Pochwalił się nią na premierze filmu "Chcę więcej".
Aktor znany z "Leśniczówki", "M jak miłość" i "Czasu honoru" z byłą żoną ma dwóch synów Borysa (29 l.) i Iwa (26 l.), którzy wybrali drogę ojca i także związali się z aktorstwem. W niedawnym wywiadzie w "Wysokich obcasach" Przemysław Bluszcz wspomniał o żonie w kontekście swojej terapii u psychologa.
Uświadomiła mi wówczas, że w naszym małżeństwie jest coś bardzo nie tak. Postawiła warunek: albo pójdę na terapię, albo się rozstajemy. Chciałem zawalczyć, więc poszedłem - wyznał.
Małżeństwo z Anną Wieczur jednak nie przetrwało. Obecnie aktor jest w związku z dużo młodszą partnerką, z którą pojawił się na premierze "Chcę więcej", gdzie gra Zbyszka ojca głównej bohaterki, Hani (Julia Wieniawa).
Leszczak czeka na rozwód z Koterskim. Ujawnia, że marzy o ślubie kościelnym, rodzinie i zdradza, że nigdy nie była Koterska
Gdy przyjrzałem się swojemu związkowi i relacjom z innymi ludźmi, zacząłem wyciągać wnioski. Cierpiałem z ich powodu. Na przykład zrozumiałem, że relacja z rodziną, z której pochodzę, zamarzła. Stało się to krótko po tym, jak w wieku około 16 lat wyjechałem do internatu — wyjawił.
Przemysław Bluszcz wyznał wówczas także, że nie płakał po śmierci swojej matki.
Wcześniej nosiłem w sobie żal do mojej mamy. Złościłem się na nią. Nigdy jednak nie wypowiedziałem tego. Nie zdążyłem. (...) W momencie, w którym dowiedziałem się o tym, nie płakałem. Nie płakałem też na jej pogrzebie. Odejście mamy zabetonowało mnie emocjonalnie. Czułem blokadę, przez którą nie umiałem płakać ani okazać wzruszenia. To, że się wtedy nie rozpadłem, zawdzięczałem między innymi teatrowi - mówił.
Rozpłakał się dopiero, po przeczytaniu pewnego tekstu.
Terapia i przyglądanie się sobie spowodowały szczeliny w moim pancerzu. Zaczęło się przebijać przez nie światło. Pamiętam, jak pewnego dnia czytałem wspomnienia młodej dziewczyny z powstania warszawskiego. Nagle, po wielu latach, popłynęła mi łza. Poczułem się wolny. A wolność to najważniejsza z moich wartości, która buduje wszystkie inne. Dzięki niej wreszcie zobaczyłem siebie w różnych odsłonach z przeszłości i teraźniejszości. W tym niezwykłym momencie poczułem się sobą. Pomyślałem: "Przemek, kurde, jesteś" - wyjawił w "Wysokich obcasach".