Polska reżyser odpiera zarzuty o mobbing i brak wypłat. Ma znanego adwokata
Reżyserka Joanna Kos-Krauze, która obecnie posługuje się nazwiskiem Krauze de Lendorff, opublikowała obszerne oświadczenie po reportażu Magdaleny Rigamonti w Onecie, gdzie była wdowa po reżyserze Krzysztofie Krauze oskarżana jest m.in. o mobbing, przemoc psychiczną i nieprawidłowości przy pracy nad filmem "Ptaki śpiewają w Kigali" w Rwandzie.
Zarzuty w reportażu
Znana dziennikarka twierdzi, że materiał powstał na podstawie wielomiesięcznych rozmów z osobami, które przedstawiają się jako poszkodowane. W tekście padają oskarżenia dotyczące m.in. mobbingu i przemocy psychicznej, tworzenia toksycznego środowiska pracy, manipulacji oraz szantażu wobec współpracowników, kradzieży i niewypłacania wynagrodzeń. Część rozmówców deklaruje w materiale, że jest gotowa potwierdzić swoje relacje przed sądem.
W reportażu pojawia się też informacja, że reżyserka przegrała dwa procesy, których podstawą miały być niewypłacane wynagrodzenia. Rigamonti pisze również o wykluczeniu Krauze de Lendorff ze Stowarzyszenia Filmowców Polskich decyzją sądu koleżeńskiego, opartą na zeznaniach dotyczących nieetycznych zachowań.
W tekście przywołano wypowiedzi osób, które nie chcą utrzymywać kontaktu z reżyserką, w tym jej byłych przyjaciółek: Andy Rottenberg i Hanny Samson. Autorka dotarła także do osób pracujących na planie "Ptaki śpiewają w Kigali", w tym do kierowniczki produkcji Aleksandry Bielskiej.
Oświadczenie Joanny Krauze de Lendorff
Pomówiona Krauze de Lendorff (nazwisko po mężu, publicyście Igorze Sławomirze de Lendorff, byłym partnerze aktorki Marii Seweryn, z którym ma syna Aarona) zdecydowanie odrzuca opisane w reportażu zarzuty. Twierdzi, że publikacja zawiera "liczne nieprawdziwe informacje i pomówienia", oparte na "niezweryfikowanych źródłach", których - jak podkreśla - "nie potwierdził żaden uprawniony organ".
Reżyserka znana z takich filmów jak "Plac Zbawiciela", "Mój Nikifor" i "Papusza", zarzuca autorce brak bezstronności i "emocjonalną niechęć". Sugeruje też konflikt interesów, który - według niej - ma wynikać z nieujawnionych relacji ze środowiskiem producenckim. W swoim stanowisku ocenia, że reportaż "nie powstał jako niezależna analiza, lecz na zamówienie środowiska".
Jednocześnie wskazuje, że publikacja ukazała się mimo postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie z 9 kwietnia 2026 r., które zakazywało dziennikarce rozpowszechniania określonych treści na jej temat. Krauze de Lendorff nazywa to "rażącym złamaniem" orzeczenia oraz działaniem o "charakterze represyjnym i odwetowym". Zapowiada również dalsze kroki prawne, argumentując, że działania redakcji naruszają jej dobre imię i mają być próbą wywarcia presji pozasądowej.
Pełnomocnik reżyserki i stanowisko naczelnego Onetu o zakazie publikacji
Do sprawy odnosi się także pełnomocnik reżyserki, Bartosz Lewandowski, adwokat znany m.in. z prowadzenia spraw prawicowych polityków, m.in. Zbigniewa Ziobry. W opublikowanym wpisie podkreśla, że jego zdaniem redakcja świadomie naruszyła sądowy zakaz publikacji i okazuje lekceważenie wobec obowiązującego porządku prawnego.
Z kolei przedstawiciele Onetu informują, że spółka złożyła wniosek o uchylenie zakazu publikacji. Redaktor naczelny portalu Bartosz Węglarczyk przekazuje: "Sąd podjął taką decyzję wyłącznie na podstawie twierdzeń pani Joanny, nie znając tekstu Onetu, bo w momencie wydania decyzji tekst jeszcze nie powstał. Sąd nie dał nam szansy na przedstawienie naszych racji – o decyzji dowiedzieliśmy się z e-maila prawnika pani reżyser". Węglarczyk określa postanowienie zakazujące publikacji tekstu jako przykład "nielegalnej w Polsce od upadku komunizmu cenzury prewencyjnej".