Zmarł w zapomnieniu. Był charakterystycznym aktorem PRL. Hazard zrujnował mu życie
Wojciech Cacko-Zagórski zapisał się w dziejach polskiego teatru i kina jako aktor charakterystyczny, kojarzony z rolami w znanych filmach i serialach z czasów PRL. Niestety aktor zmarł w zapomnieniu 29 kwietnia 2016 roku. Z powodu uzależnienia od hazardu żył w biedzie
Urodził się 6 sierpnia 1928 r. w Warszawie, a jego biografia naznaczona była wojennymi doświadczeniami i nieoczywistymi wyborami zawodowymi. Gdy miał 17 lat, podczas II wojny światowej, zgłosił się na ochotnika do wojska. Z czasem trafił do Frontowego Teatru Artylerii II Armii Wojska Polskiego, gdzie łączył służbę z pierwszymi występami scenicznymi: recytował wiersze i brał udział w przedstawieniach.
Życie po wojnie i pomoc późniejszego premiera
W 1946 roku stanął przed decyzją, czy wybrać wojskową ścieżkę z perspektywą szybkiego awansu oficerskiego, czy postawić na aktorstwo. Zdecydował się na drugą drogę, a w realizacji planu pomógł mu pułkownik Piotr Jaroszewicz, późniejszy premier PRL. Jak opowiadał po latach, wystarczył jeden telefon, by przyjęto go do szkoły aktorskiej. - I on podniósł słuchawkę. Jeden telefon wystarczył, żebym został przyjęty do szkoły aktorskiej. Jeden telefon! - wspominał Cacko-Zagórski w magazynie "Nie".
Kariera aktorska
Wojciech Cacko-Zagórski ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Choć nie stał się gwiazdą pierwszego planu, jak jego koledzy z roku, Tadeusz Janczar i Józef Nalberczak, zdobył rozpoznawalność dzięki rolom drugoplanowym i epizodycznym. Widzowie pamiętają go m.in. z produkcji takich jak: "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?" (scena "Pan tu nie stał"), "Konopielka", "Brunet wieczorową porą", "07 zgłoś się" (pracownik cmentarza) a także z "Kariera Nikodema Dyzmy" i "Znachor", gdzie wcielał się w rolę lokajów, co stało się jego znakiem rozpoznawczym.
Jego życie nie było wolne od trudnych zdarzeń. W czasie wojny uległ wypadkowi, w którym połamał kości twarzy. Został wyrzucony z tramwaju przez Niemca. Za aktywność w okresie wojennym otrzymał w 1979 r. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.
Uzależnienie od hazardu
Aktor był stałym bywalcem nielegalnych kasyn, z których słynęła ulica Mochnackiego. Przychodził także na wyścigi konne na Służewcu, gdzie obstawiał gonitwy. - Wojtek był człowiekiem całkowicie oddanym pasji hazardu, która w jego przypadku przeszła niestety w uzależnienie - opowiadał na łamach książki Rafała Dajbora "Jak u Barei czyli kto to powiedział" aktor Maciej Rayzacher.
Z powodu utraty pieniędzy żył w biedzie. Nie miał nawet za co pochować swojej matki. Wcześniej, gdy ciężko zachorowała grał w kasynie, żeby zdobyć środki na zakup krwi do transfuzji. Napisał wówczas wniosku o zapomogę adresowanym do Zarządu Głównego Związku Artystów Scen Polskich. Pieniądze dostał dopiero po śmierci matki, by mógł zorganizować jej pogrzeb.
Grał we wszystko! Zdarzały mu się momenty, w których potrzebował jakichkolwiek pieniędzy. Dlatego pozostawił po sobie taką masę epizodów, bo brał każdą pracę, żeby mieć za co grać - wyznał w książce Janusz Zaorski.
Odszedł zapomniany
Zmarł 29 kwietnia 2016 roku w zupełnym zapomnieniu. Informacja o jego śmierci pojawiła się jedynie w niszowym serwisie e-teatr.pl dopiero dzień przed pogrzebem. Aktora pochowano w grobie rodzinnym na Starych Powązkach w Warszawie.