Wilhelmi nie chciał grać Dyzmy. Zmienił zdanie, gdy usłyszał o Stuhrze

Roman Wilhelmi (1936-1991) był jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego filmu i teatru. Jak wynika ze wspomnień bliskich i cytowanych książek, nie miał łatwego życia. Jego relacja z synem była niezwykle trudna.

Roman Wilhelmi w serialu "Kariera Nikodema Dyzmy"Roman Wilhelmi w serialu "Kariera Nikodema Dyzmy"
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe
Maciej Gąsiorowski

Roman Wilhelmi urodził się 6 czerwca 1936 r. i dorastał w Poznaniu z dwoma młodszymi braćmi. Z rodzinnych wspomnień wyłania się obraz energicznego chłopca, z którym rodzicom bywało trudno.


Wywijas. Lubił psocić. Ciągał dziewczyny za warkocze, a potem miał kłopoty, bo one z płaczem biegły skarżyć się nauczycielce - wspominał jego brat Adam Wilhelmi w rozmowie z "Super Expressem".

Salezjanie w Aleksandrowie i pierwszy kontakt ze sceną

Rodzice wysłali go do internatu prowadzonego przez księży salezjanów w Aleksandrowie Kujawskim. To właśnie tam, w szkolnym zespole artystycznym, miał narodzić się jego trwały pociąg do sceny.

Mogę więc śmiało powiedzieć, że na teatralną scenę wniesiono mnie... Od chwili, kiedy usłyszałem ten szmer, wiedziałem już, kim chcę być - opowiadał Roman Wilhelmi w wywiadzie dla "Gazety Robotniczej".

Aktorstwo stanęło jednak pod znakiem zapytania, gdy uległ wypadkowi rowerowemu, w którym doznał poważnego uszkodzenia ręki. Groziła mu amputacja. Ostatecznie wybrał Wydział Aktorski PWST w Warszawie.

Teatr, popularność i role "czarnych charakterów"

Po szkole związał się m.in. z Teatrem Ateneum, a potem z Teatrem Nowym w Warszawie. W środowisku krążyły plotki o uzależnieniu od alkoholu, ale miała być to tylko paskudna plotka, którą mieli rozsiewać zazdrośni koledzy.

W książce "Roman Wilhelmi. Biografia" Marcina Rychcika, aktorka Iwona Bielska wspomina go słowami: "Był entuzjastą życia. Wszystko robił ekstremalnie, zachłannie, bez samokontroli, ponad miarę i wbrew tak zwanemu zdrowemu rozsądkowi. Tak kochał i nienawidził, tak pracował, jadł, pił i palił, uprawiał sport, śmiał się i rozpaczał. Dziś myślę, że był wzruszający".

Przełom popularności przyszedł po udziale w serialu "Czterej pancerni i pies". Sam Wilhelmi zwracał uwagę, że rozpoznawalność ułatwia codzienne sprawy.

Stałem się popularny, zna mnie każde dziecko w tym kraju. Tyle że niezupełnie o to mi chodziło. Owszem, cieszy mnie, że ludzie rozpoznają mnie na ulicy, że w warsztacie zreperują mi samochód na poczekaniu, a panienki w urzędach w podskokach pomogą w załatwieniu rozmaitych spraw - mówił.

Lubił grać czarne charaktery.

To są świetne role. Z aktorskiego punktu widzenia znacznie ciekawsze niż mdłe zazwyczaj postacie bohaterów pozytywnych. Tu aktor ginie w cieniu ich zalet. Postacie negatywne są lepiej napisane, bardziej złożone psychologicznie. Wcielając się w postać, która budzi odrazę, mimowolnie następuje próba obrony samego siebie - zauważał Roman Wilhelmi.

"Kariera Nikodema Dyzmy", trema i życie prywatne

Wilhelmi miał początkowo odrzucić rolę w "Karierze Nikodema Dyzmy", a zmienić zdanie po informacji, że mógłby go zastąpić Jerzy Stuhr. Jednocześnie latami zmagał się z tremą, która przed pracą potrafiła go rozbijać.

Kopał i gryzł przez 10 dni... Bał się, że nie podoła - mówił reżyser Maciej Domański na kartach "Roman Wilhelmi. Biografia".

W 1958 r. ożenił się w Sopocie z Danutą Machalicą, a ich małżeństwo przetrwało do 1967 r. Dwa lata po rozwodzie poślubił tłumaczkę Marikę Kollar; w 1969 r. urodził im się syn Rafał. Z czasem - jak wynika z relacji Kollar - aktor prowadził hulaszczy tryb życia, nie dokładał się do domowego budżetu, a związek zakończył się w 1976 r.

Roman Wilhelmi nie płacił alimentów, czasem odwiedzał syna.

Roman miał dwa oblicza: jedno – to śmiejące się - dla świata zewnętrznego i jedno - to płaczące - w życiu prywatnym. W momentach załamania, wątpliwości - i tylko w naszych czterech ścianach - pozwalał sobie na pokazywanie swojego smutnego oblicza - mówiła Marika Kollar.

Syn, spadek i ostatnie miesiące życia

Rafał Wilhelmi, mieszka w Austrii, pracuje jako tłumacz i lektor. Ukończył Wydział Translatoryki Uniwersytetu Wiedeńskiego. O relacji z ojcem mówił m.in. w książce Małgorzaty Puczyłowskiej "Być dzieckiem legendy".

W tekście zaznaczono też, że prawa autorskie do filmów Wilhelmi miał zapisać konkubinie, a syn nie odziedziczył po nim majątku.

Kontakt z ojcem straciłem w 1976 roku, gdy musiałem razem z mamą wyjechać do Wiednia. Później spotkaliśmy się tylko raz, gdy ojciec przyjechał do Austrii na plan zdjęciowy. ale wtedy nie było okazji zbyt długo rozmawiać. (...) Mój ojciec notorycznie nie dotrzymywał obietnic... Martwiłem się, gdy wieczorami znikał. Nie spałem. Jak miałem 10 lat, pojechałem z ojcem na wczasy do Bułgarii. Któregoś dnia zostawił mnie na plaży i miał po mnie wrócić. Po wielu godzinach sam wróciłem do hotelu. Drzwi do pokoju były otwarte, a słynny tata gawędził z jakąś panią... Nigdy jednak nie uważałem i dalej nie uważam taty za kogoś złego. Myślę, że gdy się pozna całą historię człowieka, nie można go potępiać - mówił.

Prawa autorskie do filmów Wilhelmi miał zapisać konkubinie, a syn nie odziedziczył po nim majątku.

Przed śmiercią ojciec zapisał spadek w dziwnych okolicznościach konkubinie i tantiemy za ciągle wznawiane seriale otrzymuje ktoś inny. Chociaż nie zależy mi na jego pieniądzach... - wyjawił Rafał Wilhelmi.

Aktor zmarł 3 listopada 1991 r., mając 55 lat, po diagnozie raka wątroby z przerzutami do płuc.

Henryk Talar wspominał jego ostatnie dni.

Otwarty kalendarzyk i jego słowa znaczyły, że jeszcze walczy... Następnego dnia rano Romek nie żył - mówił aktor.

Roman Wilhelmi spoczął na Cmentarzu Wilanowskim w Warszawie. W pamięci widzów nie został tylko Olgierdem Jaroszem z "Czterech pancernych" czy Nikodemem Dyzmą, ale także Stanisławem Aniołem w "Alternatywach 4", Fornalskim w "Zaklętych rewirach", czy też inżynierem Skoneckim w "Prywatnym śledztwie".

Wybrane dla Ciebie