"Żenująca PR-owa ustawka". Korwin-Piotrowska grzmi ws. filmu o Melanii Trump
Brett Ratner wraca za kamerę po latach hollywoodzkiego wygnania — nie dzięki rozliczeniu, lecz bliskości władzy. Dokument o Melanii Trump uruchamia debatę o moralnych granicach branży. "To wygląda jak żenująca PR-owa ustawka" — ocenia Karolina Korwin-Piotrowska w rozmowie z "Faktem".
Najważniejsze informacje
- Brett Ratner realizuje film o Melanii Trump po wieloletnim wykluczeniu z branży.
- Powrót reżysera budzi kontrowersje z powodu oskarżeń z czasu #MeToo.
- Karolina Korwin-Piotrowska ocenia moment i kontekst jako „żenującą PR-ową ustawkę”.
Powrót Bretta Ratnera to ruch, który rezonuje daleko poza kinem. Reżyser, kojarzony z hitami akcji i głośnymi skandalami z czasu #MeToo, pracuje nad filmem o Melanii Trump. Jego relacje z rodziną Trumpów sięgają lat, a dziś otwierają mu drzwi, które Hollywood zatrzasnęło. Dla części środowiska to test, jak bliskość władzy wpływa na reguły gry w branży.
Film o Melanii Trump ma polityczny kontekst
Sednem sporu nie jest wyłącznie nowy projekt, lecz okoliczności jego powstania. Ratner był przez lata personą non grata po serii publicznych oskarżeń o przemoc seksualną i nadużycia władzy. Nigdy nie usłyszał formalnych zarzutów, ale studia i partnerzy odcięli się od jego nazwiska. Teraz to właśnie zlecenie związane z Białym Domem ma być biletem powrotnym na salony.
Lista zarzutów, które wybuchły jesienią 2017 r., wstrząsnęła branżą. Pojawiały się relacje o molestowaniu, presji i przemocy. W efekcie wielkie wytwórnie anulowały umowy, a planowane projekty, jak biografia Hugh Hefnera, spadły z agendy. W tle wciąż wybrzmiewa pytanie: czy jeden polityczny projekt jest w stanie wymazać lata wykluczenia?
Karolina Korwin-Piotrowska zabrała głos ws. filmu o Melanii Trump
Karolina Korwin-Piotrowska, zapytana przez "Fakt" o ocenę, nie skupia się na samym filmie, lecz na wymiarze etycznym i wizerunkowym. "Nie widziałam tego filmu i nie zamierzam" - powiedziała. Zwraca uwagę na brutalny pragmatyzm decyzji o zatrudnieniu reżysera. "Sądzę, że pieniądze nie śmierdzą i że każdy ma do zapłacenia rachunki. On też pewnie ma" - podkreśliła.
Krytyczka akcentuje też znaczenie czasu i napiętego tła politycznego w USA. Jej zdaniem to sprawia, że powrót wygląda wyjątkowo dwuznacznie. "Gdyby nie wydarzenia w Minnesocie, byłoby znacznie lepiej. Ale ponieważ po drodze są wydarzenia w Minnesocie, które rozlewają się na cały kraj, no to to wygląda jak żenująca PR-owa ustawka" - oceniła.
Ratnera od lat fascynował Donald Trump, a ich znajomość zaczęła się m.in. od pracy w Trump Tower przy "Tower Heist". Po latach ciszy reżyser pojawił się w kręgu Mar-a-Lago, zacieśniając kontakty z parą prezydencką. To właśnie telefon w sprawie filmu o Melanii Trump stał się przełomem, który umożliwił mu powrót do pracy mimo sprzeciwu części branży. Dla krytyków to case study o tym, jak polityczne wpływy mogą resetować reputacje.