"Byliśmy zadłużeni po uszy". Wyszkoni o trudnym początku zespołu Łzy

Zespół Łzy powstał 30 lat temu, w 1996 roku. Ania Wyszkoni już wtedy była jego częścią. W "Vivie!" wróciła pamięcią do trudnych początków. Karierę rozpoczęli na kredyt – nie w sensie zaufania do siebie, bo tego im nie brakowało. Nieznana nikomu grupa wbrew radom rodziców podjęła finansowe ryzyko, by spełnić marzenia. "Byliśmy zadłużeni po uszy" - wspomina artystka.

Ania Wyszkoni o trudnych początkach zespołu ŁzyAnia Wyszkoni o trudnych początkach zespołu Łzy
Źródło zdjęć: © AKPA
Kacper Kulpicki

Ania Wyszkoni była po maturze musiała podjąć ważną życiową decyzję — czy skupi się na dalszej nauce na studiach, czy w pełni zaangażuje się w twórczość zespołu Łzy. Jak wspomina, nie wahała się ani chwili, choć łatwo nie było.

Wiem, że to było bardzo ryzykowne. Wiem, że moi rodzice bardzo drżeli. To też były inne czasy, nie było social mediów, były zupełnie inne możliwości. My nie mogliśmy nagrać sobie płyty w garażu, bo nie mieliśmy takiego komputera, który by nam to umożliwił. My po prostu, wiesz, konsekwentnie jeździliśmy od przeglądu do przeglądu — opowiadała na łamach "Vivy!".

Ania Wyszkoni mimo braku gwarancji powodzenia poświęciła się muzyce. Razem z kolegami z zespołu wydali pierwszą płytę. Pieniądze na realizację projektu pochodziły z kredytu.

Pierwszą płytę nagraliśmy na kredyt, byliśmy zadłużeni po uszy, ale w pewnym momencie to się wszystko zaczęło jakoś tak kręcić. Ale wiem, że moi rodzice byli przerażeni tym, na czym chcę się koncentrować w życiu — mówiła.
Ania Wyszkoni i zespół Łzy w 2003 roku
Ania Wyszkoni i zespół Łzy w 2003 roku © AKPA

Mama Ani Wyszkoni była przeciw. "I tak poszłam swoją drogą"

45-letnia piosenkarka wciąż pamięta nastawienie swojej mamy. Z perspektywy czasu wie, że chodziło o jej troskę i lęk przed niepewną przyszłością. Na szczęście determinacja i talent Ani Wyszkoni przyniosły wymierne efekty, a dzięki takim hitom, jak "Agnieszka", zespół Łzy zapisał się w historii polskiej muzyki.

Moja mama zdecydowanie wyrażała głośno swój sprzeciw. Dzisiaj jesteśmy 30 lat później. Moja mama też doskonale wie, że sobie dobrze radzę. Jest dumna i wie, że dobrze wybrałam. Ale wtedy myślę, że po prostu ta obawa, że mi się nie uda, była takim hamującym elementem. I to jest w porządku. I tak poszłam swoją drogą, jestem uparta jak osioł — podsumowała w "Vivie!".
Wybrane dla Ciebie