Pokazał, jak żyje na wsi. 71-letni Pręgowski "o mało co nie kupił krowy"
Piotr Pręgowski kilka lat temu podjął ważną życiową decyzję — razem z żoną, Ewą Kuryło, przeprowadził się z Warszawy na wieś. Gwiazdor "Rancza" i uczestnik preselekcji do Eurowizji 2026 osiadł na Kujawach. Przydomowy ogród pokazał w "Pytaniu na śniadanie".
Piotr Pręgowski Ewa Kuryło przez większość życia byli przyzwyczajeni do miejskiego zgiełku. Po 2016 roku przeprowadzili się do wymarzonego wiejskiego azylu nieopodal Lipna na Kujawach. Oboje doceniają bliskość natury i — jak zapewnili — często chodzą boso po trawie.
Całe życie mieszkaliśmy w normalnych mieszkaniach w bloku. W skrócie opiszę to tak: byłam kurczakiem klatkowym, a teraz jestem kurczakiem z wolnego wybiegu. I to jest ta różnica. [...] Żyjemy naturalnie, otoczeni zwierzętami, własnymi i dzikimi. W sąsiedztwie żyją tu bowiem łosie, sarenki, borsuki, żmije — opowiadał aktor w "Pytaniu na śniadanie".
Serialowy Pietrek z "Rancza" ma dom wykonany z drewna i pustaków. Na dole znajduje się salon i kuchnia, zaś na piętrze sypialnia. Budząc się, razem z Ewą Kuryło może wyjść na balkon i obserwować życie wokół. Para ma do dyspozycji spory ogród, o który oboje dbają.
Mogli go zobaczyć widzowie "Pytania na śniadanie". Gospodarze na potrzeby spotkania z reporterką (w 2024 roku) urządzili piknik, na którym podali duży wiejski chleb i ziarniste bułki, owoce, warzywa, szynkę i weki z domowej spiżarni. Przez chwilę nadawali również z altanki, gdzie czekały na nich drożdżówki.
Małżonkowie nie ukrywają, że przeprowadzka wpłynęła pozytywnie nie tylko na ich zdrowie. W "Twoim Imperium" w poetyckim stylu wyznali, że "odkryli na nową potęgę miłości", która z dala od miasta, w ciszy i spokoju "rozpaliła w nich nieujarzmiony żar".
Piotr Pręgowski prawie kupił krowę. "Sam nie wierzyłem"
Przed domem Piotra Pręgowskiego stoi łódź, którą do niedawna pływał po pobliskim jeziorze. Aktualnie pełni funkcję zbiornika na deszczówkę. Tą wodą pielęgnują ziemię, na której uprawiają rokitnik i derenia. Opiekują się gromadą zwierząt domowych - 4 kotami i 2 psami. Mało brakowało, a dołączyłaby do nich krowa.
Kiedyś o mało co nie kupiłem krowy. Szliśmy z Ewą przez wieś, a tu facet prowadzi krowę na sznurku. I ona patrzy na mnie takim wzrokiem, że ciarki przechodzą. "Dokąd pan ją prowadzi?" – spytałem. "A do rzeźni, panie". "Ile pan za nią chce?". Sam nie wierzyłem, że o to pytam. "Tysiąc pięćset". Akurat byliśmy bez grosza — relacjonował na łamach "Werandy".