Rozenek wreszcie przyznała. "Nie po to to robię, żeby nie było widać"
Małgorzata Rozenek w podcaście Marzeny Rogalskie w radiu Złote Przeboje otwarcie przyznała się do operacji plastycznych. Nie ukrywała, że zrobiła je po to, aby zmiany były zauważalne. "Ludzie rzadko pozwalają sobie na szczerość" - zaczęła.
Małgorzata Rozenek jest gospodynią programu "Bez kompleksów". Służy podopiecznym radą i konsultuje je ze specjalistami. Ci z kolei przeprowadzają u nich zabiegi medycyny estetycznej. Prowadząca ma na ten temat szeroką wiedzę, co zauważyła Marzena Rogalska. Nazwała celebrytkę "infolinią dotyczącą chirurgi plastycznej".
Żona Radosława Majdana zgodziła się z tym stwierdzeniem. Jako że wielokrotnie ingerowała w swoją urodę, może pomóc znajomym w znalezieniu odpowiedniego medyka, a to "daje jej poczucie sprawczości". Proszą ją o pomoc, bo nie wstydzi się o tym mówić.
Ludzie bardzo rzadko pozwalają sobie na szczerość. I ja to rozumiem, bo ludzie się boją oceny innych. A ja mam jakąś taką cechę, że nie boję się oceny innych i nie będę układała swojego życia pod ocenę innych, ponieważ wszystko zaczyna się i kończy się na mnie — oznajmiła w podcaście Marzeny Rogalskiej.
Małgorzata Rozenek przeszła m.in. operacje biustu (w Pudelku zdradziła, że najpierw go powiększyła, a potem zmniejszyła), korektę nosa i blefaroplastykę (usunięcie nadmiaru skóry z powiek górnych, by odmłodzić spojrzenie). Zdawała sobie sprawę, że każda z tych ingerencji nie przejdzie bez echa.
Zmiana, której dokonam, będzie zmianą zauważalną, wiedziałam to i wiedziałam, że nie ma takiej opcji, żeby ludzie nie zauważyli różnicy, bo nie po to to robię, żeby tej różnicy nie było widać. I wiedziałam, że z tego musi wyniknąć coś dobrego. Ja jestem po pierwsze bardzo zadowolona — skwitowała.
Małgorzata Rozenek o bezpłodności
Gwiazda 3. sezonu "Królowej przetrwania" dzieli się radami nie tylko na temat szczegółów operacji plastycznych, ale również leczenia niepłodności (w tej sprawie występowała w Sejmie). Trzej synowie 47-latki urodzili się dzięki metodzie in vitro.
Moja niepłodność była w momencie usłyszenia diagnozy na pewno ciosem i na pewno słabością, była sprawą do załatwienia. [...] To może cię dobić, ale z drugiej strony może też spowodować, że coś dobrego z tego wyniknie — podsumowała.