Sam prowadził tramwaj? Żak zdradził tajemnice "Miodowych lat"

Cezary Żak w "Miodowych latach" wcielał się w rolę motorniczego. W czołówce serialu przemierzał Warszawę w tramwaju. Czy naprawdę go prowadził? Odtwórca roli Karola Krawczyka w TV Artchata po latach zdradził nieznane kulisy produkcji.

Cezary Żak o kulisach "Miodowych lat". Sam prowadził tramwaj?Cezary Żak o kulisach "Miodowych lat". Sam prowadził tramwaj?
Źródło zdjęć: © AKPA, fragm. "Miodowe lata", YouTube
Kacper Kulpicki

Cezary Żak i Artur Barciś to duet, który zyskał ogromną popularność dzięki "Miodowym latom". Pierwszy z nich wcielał się w motorniczego i - jak się teraz okazuje -rzeczywiście kierował tramwajem. Mało tego - aktorowi to w ogóle nie sprawiło trudności.

To ja naprawdę jechałem po Warszawie tramwajem. To nie jest trudne, są dwa pedały jak w automacie, naprawdę. Tam było ustalone, gdzie my mamy jeździć po Warszawie tą osiemnastką — wyjawił w programie "Rozmowy na NieTemat" w TV Artchata.

Serialowy Karol Krawczyk dodał, że na całej trasie przejazdu oraz na przystankach producenci "Miodowych lat" ustawili kamery, by mieć jak najwięcej materiału do montażu. Cezary Żak zdradził kolejną tajemnicę.

Prawdziwy motorniczy siedział obok mnie, niewidoczny. To nie było trudne, naprawdę — skwitował.
Cezary Żak w serialu "Miodowe lata"
Cezary Żak w serialu "Miodowe lata" © fragm. "Miodowe lata", YouTube
Cezary Żak w serialu "Miodowe lata"
Cezary Żak w serialu "Miodowe lata" © fragm. "Miodowe lata", YouTube

Żak o kręceniu "Miodowych lat" z udziałem publiczności

"Miodowe lata" były nagrywane raz w tygodniu z udziałem publiczności w Teatrze Żydowskim w stolicy (w latach 1998 - 2003). Ich obecność sprawiała, że Cezary Żak, Artur Barciś, Dorota Chotecka i Katarzyna Żak (a wcześniej Agnieszka Pilaszewska) czasem musieli powtarzać sceny. Powodem były zbyt żywiołowe reakcje widzów.

Nie spodziewaliśmy się aż takich reakcji. Zgaduję, że byliśmy jedynym sitcomem na świecie, przy kręceniu którego trzeba było uciszać publiczność. Wiem, że w zagranicznych produkcjach widzowie muszą być pobudzani do silniejszych reakcji, pokazuje im się specjalne tabliczki informujące, kiedy mają się zaśmiać i z czego. U nas natomiast trzeba ich było uciszać, bo zbyt długo się śmiali, a każdy odcinek miał ograniczoną liczbę minut. Może bywało to problematyczne, ale mieliśmy satysfakcję, że robimy coś naprawdę dobrego — i, co ważne, w dobrym guście. O to dbał Maciek Wojtyszko, reżyser — mówił aktor w Onecie.
Wybrane dla Ciebie