"Spis powszechny" bawi do łez. Jeden telefon zamienił się w komedię
Jedna rozmowa przez telefon wystarczy, aby cała historia rodziny wyszła na jaw. W skeczu "Spis powszechny" rozmowa małżeństwa z rachmistrzem zamienia się w prawdziwy festiwal absurdów, podczas którego trudno zdecydować się, kto jest bardziej zdezorientowany czy urzędnik czy małżonkowie.
Rachmistrz dzwoni do małżeństwa z prostą spraw, nie wypełnili formularza przez internet, więc musi przeprowadzić spis powszechny przez telefon. Teoretycznie ma zadać kilka pytań i się rozłączyć. W praktyce, wychodzi zupełnie inaczej.
Każde kolejne pytanie kończy się wzajemnymi docinkami i uszczypliwościami małżonków i odpowiedziami, których żaden uczestnik nie chciałby usłyszeć podczas pracy. Padają nowe znaki zodiaku, wymyślne nazwiska i przezwiska oraz wyjątkowo niefortunne daty. Im bardziej probuje się zachować profesjonalizm, tym bardziej rozmowa wymyka się spod kontroli. Inne kabaretowe hity znajdziecie w Telewizji WP.
Absolwentka Dziennikarstwa i medioznawstwa, Europeistyki oraz Architektury przestrzeni informacyjnych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynała od stażu w “Gazecie Wyborczej”, następnie ruszyła w podróż po Europie w ramach programu Erasmus. Najchętniej pisze o problemach życia codziennego. W jej żyłach płyną hektolitry kawy, które napędzają ją do pracy. Prywatnie miłośniczka romansów, yogi, Formuły 1 i ośmiotysięczników.