Łukasz z "Rolnika" chce eliminacji dzików. Mówi o śmiesznych odszkodowaniach
Łukasz Sędrowski gościł 8 marca w "Pytaniu na śniadanie", gdzie tematem rozmowy była ekspansja dzików na tereny miejskie. Bohater 5. edycji "Rolnik szuka żony" ma bardzo kontrowersyjny pogląd na temat tych zwierząt.
Dziki w dużych miastach to już istna plaga. Wychodzą one z lasu na skupiska ludzkie w poszukiwaniu pożywienia. Plądrują głownie śmietniki oraz tereny zielone. W "Pytaniu na śniadanie" Robert Stockinger i Anna Lewandowska pytali ekspertów o to, co zrobić by pozbyć się dzików z aglomeracji miejskich. Zgodnie stwierdzili, że najlepszą metodą jest odstrzał dzików. Na krótką metę pomagają też inne metody, np bariera zapachowa z hukinolem. Według lekarza weterynarii nie jest on skuteczny, gdyż dziki w miastach przyzwyczaiły się już do potu ludzkiego.
Pachnie jak wagon sołdatów radzieckich po powrocie z manewrów z Syberii. Śmierdzi okrutnie, brudnym człowiekiem. To nie robi wrażenia na dziku, zwłaszcza miejskim. Dzik warszawski wącha pana menela trzy razy dziennie, sprawdzając, czy nie ma jakieś bułeczki, więc hukinol nie robi na nim żadnego wrażenia - stwierdził ekspert.
Łukasz Sędrowski, znany widzom z "Rolnik szuka żony", wyraził swój pogląd z perspektywy rolnika, którym dziki niszczą pola uprawne. Jak przyznał, zniszczony hektar z kukurydzą wycenia się na 10 tysięcy złotych, co jest niewspółmierne z odszkodowaniem z kół łowieckich.
O szacowaniu szkody, o odszkodowaniach, jacyś śmieszni ludzie to robią. (...) Rzucimy ci "pińcet" i sobie żyj z tym. Mija się to w ogóle z celem - mówił rolnik. - Dziki to powinny być według mnie, tak jak w Holandii, tylko w zoo - zakończył Sędrowski, czym wprawił w osłupienie prezenterkę "Pytania na śniadanie".